how to make a website


Aktualności

Strona Główna / Aktualności

Chiptuning - więcej mocy bez utraty gwarancji?

***

Silniki wolnossące powyżej segmentu B już w zasadzie wyginęły, a doładowanie pozwala w wielu przypadkach wycisnąć więcej mocy, niż dane auto otrzymało fabrycznie. Kusząca perspektywa, tyle że z reguły oznacza problem z gwarancją. Czy można go obejść?
Beema G - Kodowanie Programowanie Chiptuning Mapy Nawigacji Start Stop, Bluetooth Muzyka, Video w trakcie jazdy, Ukryte funkcje, Aktualizacja sterowników, Najnowsze wersje map 2018

W większości „cywilnych” silników z turbo/kompresorem, a i w tzw. usportowionych jednostkach zresztą też, inżynierowie zostawiają pewną rezerwę i nie udostępniają maksymalnych możliwych parametrów (moc/moment obr.). To zrozumiałe posunięcie, bo wyżyłowanie skróciłoby żywot jednostki bardziej, niż życzyłby sobie tego producent (na gwarancji lepiej, żeby nic się nie działo!), a w dodatku mogłoby utrudnić spełnienie norm czystości spalin. Tyle że nieznaczne (i umiejętne!) podniesienie parametrów doładowanej jednostki przekłada się na odczuwalną poprawę frajdy z jazdy, a jednocześnie nie obniża żywotności poszczególnych elementów zespołu napędowego.

Elektroniczna modyfikacja parametrów silnika z turbo/kompresorem (to właśnie ten słynny chiptuning!) odbywa się albo poprzez kabel i złącze diagnostyczne, albo – w trudniejszych przypadkach – na stole, po wyjęciu sterownika i otwarciu jego obudowy. Fachowiec zmienia: dawkę podawanego paliwa, kąt wyprzedzenia zapłonu (w dieslach – wtrysku), ciśnienie doładowania, a także maksymalne dopuszczalne obroty silnika. Efekt? Bez wymiany podzespołów mechanicznych da się bez problemu uzyskać przyrosty na poziomie 20-30 proc. Kusząca perspektywa, z której zresztą wiele osób korzysta, szczególnie gdy auto jest już po gwarancji. Gdy jednak dany pojazd jest jeszcze w okresie ochronnym, będzie trudniej.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że niemal u każdego producenta ingerencja w centralkę sterującą pracą jednostki napędowej oznacza koniec gwarancji – jeśli nie całkowicie, to przynajmniej na zespół napędowy. Tyle że to „przynajmniej” to już na tyle dużo, że w praktyce wiele osób odpuszcza i nie ryzykuje. Czemu producenci nie pozwalają modyfikować samochodów? To proste – chodzi o pieniądze. Często jest bowiem tak, że jeden silnik występuje w kilku wersjach mocy, a za każdą „wyższą” trzeba w salonie dużo dopłacić. Jeżeli klient kupi najtańszą odmianę, a potem samym programem zbliży ją do tej najdroższej – czyli najmocniejszej – to dla producenta/dilera będzie to raczej kiepski interes. Zasada utraty ochrony gwarancyjnej obowiązuje jednak też wówczas, gdy dany silnik występuje tylko w jednej wersji mocy, a i tak zostanie podkręcony.

Boks kontra program

A zatem – kupujesz nowy samochód, a chcesz od razu dodać mu mocy? Masz dwa wyjścia. Pierwsze: działasz nieoficjalnie, czyli czekasz, aż silnik się dotrze i kupujesz tzw. powerbox (dodatkowe urządzenie wpinane przed centralkę i modyfikujące jej ustawienia), lub zlecasz modyfikację oprogramowania sterującego dobrej zewnętrznej firmie zajmującej się chiptuningiem. Wszystko pięknie, ale tylko do chwili, gdy trzeba jechać na przegląd albo zgłosić usterkę w ramach gwarancji. W tej sytuacji musisz, niestety, kombinować i pamiętać o tym, że skrupulatny serwis dilerski nie da się łatwo oszukać. Do niedawna „bezpieczne” były powerboxy, gdyż po ich wypięciu z układu na dobrą sprawę nie dało się stwierdzić oszustwa.

Dziś jest inaczej, bo auta często mają na pokładzie internet i na bieżąco przekazują parametry pracy silnika do firmowych serwerów – czyli inwigilacja w pełni. Inna sprawa, że powerboxy z reguły się do niczego nie nadają i potrafią narobić wiele szkód (zmiana parametrów „na siłę”, bez uwzględnienia stanu jednostki), a te w miarę sensowne – programowane na hamowni – kosztują tyle, co prawdziwy chiptuning. Jeżeli zdecydowałeś się nie na powerbox, lecz na modyfikację oprogramowania, też musisz mieć się na baczności, gdyż dziś serwisy dilerskie zaczynają od sprawdzenia wersji software’u. Zwłaszcza gdy turbodoładowany samochód przyjeżdża w okresie gwarancji z usterką dotyczącą któregoś z elementów układu napędowego.

Szansa, że „oszustwo” się nie wyda, jest coraz mniejsze. Jeśli przed wizytą w warsztacie wrócisz do tunera i wgrasz fabryczne oprogramowanie, to musisz liczyć się z tym, że i to się nie uda – coraz więcej aut ma w centralce sterującej ukrytą funkcję zliczania operacji zmiany oprogramowania. Żeby ją obejść, fachowiec od tuningu będzie musiał wyjąć sterownik na stół i rozkleić go, a to uważny serwisant z ASO też bez problemu wykryje. No i wspomniana kwestia łączności ze światem – jeżeli samochód w jakiś sposób zdalnie zaraportował do dilera o nietypowych parametrach pracy, to żaden trud nie pomoże i gwarancji nie będzie.

Beema G - Kodowanie Programowanie Chiptuning Mapy Nawigacji Start Stop, Bluetooth Muzyka, Video w trakcie jazdy, Ukryte funkcje, Aktualizacja sterowników, Najnowsze wersje map 2018
Zostaje więc drugie wyjście, oficjalne. Czyli albo kupujesz już na tyle mocny silnik, że nie będziesz czuł potrzeby, by go dalej modyfikować, albo wybierasz markę i model, do którego producent przewiduje legalną kurację wzmacniającą – w tym przypadku o gwarancję martwić się nie musisz. Modyfikacja odbywa się w ASO, ty dostajesz więcej mocy, serwis – walizkę pieniędzy. Zła wiadomość jest taka, że fabryczny chiptuning jest dostępny oficjalnie u kilku producentów (m.in. Abarth, BMW, Volvo, ...) i dotyczy często tylko wybranych silników i modeli. Modyfikacja polega na wymianie komputera sterującego, wpięciu tzw. powerboxa lub – najczęściej – na zmodyfikowaniu centralki poprzez łącze diagnostyczne.
Ale uwaga: dobra modyfikacja to taka, która uwzględnia parametry danego samochodu, wydajność i stan (zużycie!) kluczowych podzespołów silnika i układu napędowego. Żeby stworzyć program uwzględniający wszystkie zmienne, należy skorzystać z hamowni podwoziowej, a na to – w przypadku większości ASO – liczyć nie możesz. Każdy modyfikowany samochód otrzymuje gotowy program w formie powerboxa lub „łatki” wgrywanej do centralki sterującej. Są jednak i dobre wiadomości: w nowym aucie zużycie podzespołów powinno być na tyle małe, że nie będzie wpływać na poprawność działania modyfikacji. Poza tym często jest tak, że samochód otrzymuje program napisany pod numer sterownika i uwzględniający niektóre parametry (np. wydajność wtrysków, maksymalny moment obrotowy dla skrzyni biegów etc).
Jak wygląda to cenowo? Porządny program u fachowego tunera, napisany pod konkretny samochód i z pomiarem na hamowni (przed/po modyfikacji), kosztuje najczęściej 1000--2000 zł. Odradzamy tanie boxy!
Poprawianie fabryki w serwisie dilerskim
Ingerencja w elektronikę oznacza utratę gwarancji, koniec kropka. Ale – i tu serwisy dilerskie puszczają oko – gdy im zapłacicie, to ze słabszej wersji silnikowej wyciągną nieco więcej mocy i momentu, a warunki i obowiązywanie okresu ochronnego nie zmienią się. Kuszące? Owszem, do chwili, gdy zapoznacie się z cennikami – tzw. zewnętrzny chiptuning, nawet taki z pomiarami na hamowni, będzie sporo tańszy. Warto zwrócić jednak uwagę na to, że np. w Abarcie dostaniecie cały zestaw tuningowy, zawierający dodatkowo m.in. elementy zawieszenia i układu hamulcowego. Całość przychodzi w... pięknej drewnianej skrzyni. Sama modyfikacja oprogramowania zajmuje z reguły 1-2 rg., ale np. w BMW i Mercedesie trzeba za nią dodatkowo płacić. Volvo korzysta z produktów marki Polestar – na koniec dostajesz też zestaw naklejek, żeby każdy wiedział, że pod maską masz dużo mocy! Uwaga: jeżeli dana marka oficjalnie nie oferuje fabrycznego chiptuningu, to warto popytać dilerów – niektórzy oferują taką usługę na własną rękę i przejmują na siebie kwestie ewentualnych napraw.
źródło : auto-swiat.pl

Chiptuning bez tajemnic :

***

Do elektronicznego zwiększania mocy silnika bierze się coraz więcej firm, ale dobrych fachowców wciąż jest niewielu. Wyjaśniamy, na czym polega profesjonalny chiptuning i na co trzeba przy okazji uważać, żeby nie zaszkodzić autu.
Beema G - Kodowanie Programowanie Chiptuning Mapy Nawigacji Start Stop, Bluetooth Muzyka, Video w trakcie jazdy, Ukryte funkcje, Aktualizacja sterowników, Najnowsze wersje map 2018
Niegdyś cały światek amatorów tuningu jeździł do kilku zaufanych fachowców. Rynek był mały, wszyscy się znali, a partacze szybko tracili klientów. Dziś warsztatów oferujących elektroniczne zwiększanie mocy silników jest mnóstwo, dla wielu firm to tylko dodatkowe źródło łatwego zarobku.
Znakomita większość nowych samochodów ma silnik z turbodoładowaniem, bo w ten sposób można wpisać w folder reklamowy niskie średnie spalanie, przy okazji łatwiej też spełnić ostre normy czystości spalin. Silniki robią się więc coraz mniejsze (tzw. downsizing), auta – coraz cięższe. Nic dziwnego, że część kierowców pragnie wycisnąć z tych jednostek więcej niż to, co oferują producenci w standardowych modelach.
Na czym polega chiptuning?

To elektroniczne zwiększenie mocy silnika, najczęściej doładowanego. Wiele aut ma spore rezerwy mocy, które można stosunkowo łatwo uwolnić, choć niekiedy odbywa się to kosztem zmniejszenia rezerw wytrzymałości jednostki. Żeby to zrobić, fachowiec podłącza swój komputer do centralki sterującej auta (niekiedy trzeba ją wyjąć i otworzyć) i modyfikuje dawkę podawanego paliwa, czas oraz kąt wyprzedzenia zapłonu (w dieslach – wtrysku), ciśnienie doładowania, a także maksymalne dopuszczalne obroty silnika.
W dalszej kolejności, o ile wnętrzności motoru na to pozwalają, można zabawić się w wymianę podzespołów mechanicznych (np. turbo, wtryski). Właściciele diesli często decydują się też na usunięcie tzw. ekologii, czyli m.in. filtra DPF i klap wirowych. Ale właściwie dlaczego producenci aut nie dają nam od razu tej ogromnej frajdy w postaci maksymalnej mocy?

To proste. Wszyscy jako powód podają obniżoną trwałość wysilonego silnika i jego zły wpływ na środowisko. Tymczasem często to też kwestia pieniędzy: skoro dany silnik da się łatwo elektronicznie „zdławić”, to za mocniejszą odmianę można przecież zażądać wysokiej dopłaty. A to czysty, łatwy zysk.
Boks czy „trwała” modyfikacja oprogramowania?
Odpowiedź jest jedna: tylko porządna modyfikacja. Zewnętrzny boks (patrz ramka) oszukujący sterownik silnika ma jedną zaletę – można niemal bezkarnie z niego korzystać w czasie, gdy auto ma gwarancję. W każdym innym wypadku lepiej zainwestujcie w program napisany pod konkretne auto, uwzględniający szacunkowe zużycie kluczowych podzespołów. Boks możecie rozważyć ewentualnie wtedy, gdy chodzi o drogi sprzęt renomowanej firmy, przeznaczony specjalnie do danego modelu. Sęk w tym, że to nie są tanie rzeczy – ceną (pow. 1000 zł) zbliżają się do dobrego programu (pow. 1500 zł).
Jak odróżnić fachowca od partacza?
Ostatnio coraz częściej pojawiają się firmy (tzw. sieciówki), proponujące zdalną modyfikację sterownika. Wygląda to mniej więcej tak: jedziecie do lokalnego tunera, a ten, po kontakcie z centralą, ściąga przygotowane oprogramowanie i modyfikuje sterownik auta. To potencjalnie niebezpieczna droga na skróty! Dobry fachowiec zawsze zaczyna od sprawdzenia technicznego stanu pojazdu klienta i usunięcia ewentualnych usterek. Dłubanie w niesprawnym aucie szybko doprowadzi do jeszcze większego nieszczęścia. Potem samochód trafia na hamownię, gdzie jest badany przebieg mocy oraz momentu, i dopiero wówczas, gdy wszystko się zgadza, można zacząć modyfikacje. Trzeba jednak umieć to robić.
Bez hamowni ani rusz!
Tzw. parametry dynamiczne pracy jednostki napędowej (np. skład mieszanki i stosunek powietrze/paliwo – AFR) badane są na bieżąco na hamowni. Wykonuje się co najmniej kilka pomiarów, a nie – jak niektórzy sądzą – tylko przed wgraniem zmodyfikowanego programu i po nim. Dobre hamownie pozwalają też wykonać symulację testu drogowego.
A jak sprawdzić, że hamownia faktycznie pokazuje moc waszego auta, a nie zeszłoroczne liczby w totka? Zwróćcie uwagę na temperaturę powietrza i ciśnienie atmosferyczne – obie informacje powinny być na wydruku. Jeśli już na oko różnią się od rzeczywistych danych, to pomiar mocy jest zapewne zawyżony. Każda hamownia powinna też być regularnie kalibrowana. Jeśli ktoś proponuje wam tuning w ogóle bez pomiaru – uciekajcie.
Moc jest OK, ale co z trwałością i spalaniem?
Tak zwany mocny program oznacza przyrost mocy i momentu o kilkadziesiąt proc. W codziennej jeździe znacznie ważniejsze od maksymalnej mocy i momentu obrotowego jest to, jak przebiegają tzw. krzywe tych wartości. Czy silnik przyspiesza płynnie, czy ciągnie już od niskich obrotów, czy może lepsze osiągi zapewnia dopiero po pełnym otwarciu przepustnicy, w wąskim zakresie obrotów?
W nowych samochodach fabryczne oprogramowanie opracowuje się w ten sposób, żeby podczas znormalizowanych testów auto emitowało jak najmniej toksycznych spalin i możliwie mało paliło. Czasem czuć to bardzo wyraźnie, bo np. w niektórych zakresach obrotów lub obciążeń auto „nie jedzie”. Dobra modyfikacja pozwala uzyskać bardziej zrównoważoną charakterystykę silnika, bez zwiększania zużycia paliwa czy emisji. Inna sprawa, że podkręcony silnik korci, a trwałość, spalanie i ekologia zależą od tego, jak intensywnie korzystacie z dodatkowych koni.
źródło : auto-swiat.pl
Dane adresowe

05-077 Warszawa Wesoła
ul. Korzeniowa 15